Siatkarki i siatkarze oraz piłkarze ręczni będą reprezentować nasz kraj w pekińskich igrzyskach. Tak wielu przedstawicieli gier zespołowych nie mieliśmy na olimpiadzie już dawno, a co ważniejsze - wszystkie trzy drużyny poleciały do Azji walczyć o sukces. I choć mają świadomość, że droga doń będzie trudna i wyboista, cel mają konkretny: to medal.
- Gry zespołowe nadają olimpiadzie uroku. Drużyny są reprezentacją całego narodu, a oczy kibiców zwrócą się ze szczególną uwagą na nas oraz siatkarki i siatkarzy. Między naszymi ekipami panują znakomite relacje - z dziewczynami byliśmy na wspólnym zgrupowaniu, a z trenerem Raulem Lozano jestem w stałym kontakcie. To cementuje i ułatwia walkę - mówi trener szczypiornistów Bogdan Wenta. Awans na igrzyska Polacy wywalczyli w efektownym stylu, wygrywając turniej kwalifikacyjny we Wrocławiu.
Historia naszej wspaniałej drużyny, nadziei na olimpijski medal, rozpoczęła się pod koniec 2004 roku, gdy Wenta objął w niej trenerskie stery. Wcześniej, owszem raz na jakiś czas błysnęła, pokazała, iż tkwią w niej jakieś możliwości, ale sukcesów nie odnosiła. Charyzmatyczny trener to zmienił. Wniósł nie tylko na wskroś nowoczesną myśl szkoleniową, ale zadbał o odpowiednią atmosferę w szatni. Dziś piłkarze są zdolni wskoczyć za nim w ogień i choć na długich, męczących zgrupowaniach wypruwają żyły - pozostaną przyjaciółmi na dobre i na złe. - W przeszłości grywaliśmy nieraz na mistrzostwach świata i Europy, ale zawsze nam czegoś brakowało. Nie umieliśmy się wznieść na wyżyny swoich umiejętności, nie potrafiliśmy w jednym konkretnym meczu wszyscy razem zagrać bardzo dobrze. Zdarzało się, że poszczególni zawodnicy się wybijali, ale nie stawialiśmy kropki nad "i". To był nasz główny problem. Od momentu, gdy objął nas Bogdan Wenta, nieustannie się rozwijamy, idziemy do przodu, gramy lepiej, nowocześniej - opowiada Grzegorz Tkaczyk, kapitan naszej drużyny. Na początku 2007 r. Polacy osiągnęli spektakularny sukces - zdobyli wicemistrzostwo świata i serca kibiców. Dziś zaliczają się do światowej elity i w Pekinie zamierzają walczyć o medal. - Największa zmiana w porównaniu z okresem sprzed stycznia 2007 r. zaszła w naszych głowach. Dawniej umiejętności wcale nie mieliśmy dużo niższych, ale wychodziliśmy na parkiet bez pełnej świadomości o swoich możliwościach. Często zadawaliśmy sobie pytanie, czy damy radę, jak to będzie itd. Teraz jest inaczej. Po mistrzostwach zyskaliśmy wiarę w siebie, wiemy, na co nas stać, mentalnie jesteśmy dużo mocniejszym zespołem. Czujemy, że możemy wygrać z każdym zespołem na świecie. Jest tylko jeden warunek - musimy grać wspólnie, jeden za drugiego - dodaje Mariusz Jurasik. Polacy w Pekinie trafili do wyjątkowo ciężkiej grupy, z Chorwacją, Francją, Hiszpanią, Chinami i Brazylią. Jeśli jednak ją przebrną - droga do czołowej czwórki będzie łatwiejsza. Podium jest realne. - Nie pojechaliśmy do Pekinu na wycieczkę. Chcemy przywieźć medal - zapowiedział Tkaczyk.
Podobne cele mają siatkarze, acz ich sytuacja jest trudniejsza. Po wicemistrzostwie świata w 2006 r. nie osiągnęli żadnego spektakularnego sukcesu. Z kretesem polegli w mistrzostwach Europy, a do kolejnych na razie się nie zakwalifikowali. Niby grali w finałach Ligi Światowej, ale bez wymiernego efektu. - To jest najlepszy zespół od czasów drużyny Jerzego Wagnera - przekonywał jednak Lozano. Jedni uważali, iż w ten sposób robi dobrą minę do złej gry, drudzy przyznawali mu rację. Faktem jednak jest bezspornym, iż dwunastka, która pojechała do Pekinu, ma ogromne możliwości. Jest w stanie osiągnąć sukces. Musi tylko trafić z formą i atmosferą. A z tym bywało ostatnio różnie. W grupie B olimpijskiego turnieju nasi zagrają z Brazylią, Serbią, Niemcami, Rosją i Egiptem. Czeka ich wielkie wyzwanie, ale podobnie jak w przypadku szczypiornistów - jeśli mu podołają, w ćwierćfinale mogą trafić na rywala teoretycznie słabszego.
O podium myślą również siatkarki. Grupowe przeciwniczki mają łatwiejsze (Japonia, Wenezuela, Kuba, Chiny, USA), ale by uniknąć potyczki z potentatami w kolejnej rundzie (czyli np. Brazylią i Włochami) - powinny zająć jak najwyższe miejsce, najlepiej pierwsze. Czy je na to stać? Tak. Muszą tylko wspiąć się na wyżyny swych umiejętności i wykorzystać potencjał, jaki w nich tkwi. Trener Marco Bonitta zabrał do Pekinu zespół będący mieszanką rutyny i młodości. Obok rutynowanych Małgorzaty Glinki-Mogentale, Marii Liktoras (po igrzyskach kończą kariery) i Katarzyny Skowrońskiej-Dolaty w kadrze znalazły się Agnieszka Bednarek i Joanna Kaczor, zabrakło natomiast Eleonory Dziękiewicz, co było sporą niespodzianką. Włoski szkoleniowiec lubił jednak zaskakiwać, nie zawsze pozytywnie, co niekiedy powodowało niesnaski i konflikty. Bliskość olimpiady wprowadziła jednak w serca spokój, drużyna przygotowywała się do najważniejszego startu w skupianiu i dobrej atmosferze. W kilku towarzyskich meczach (z Rosją i Serbią) pokazała się ze znakomitej strony, co wzmogło apetyty na sukces. "Złotka" na pewno fazę grupową przejdą, schody czekają je później. Medal - cel i marzenie - wydaje się jednak w ich zasięgu.
Czy wiesz, że piłka powinna mieć obwód minimum 68 cm i nie większy niż 71 cm, a waga wynosić od 396 do 453 gramów. Ciśnienie powietrza w jej wnętrzu musi być od 0,6 do 1,1 atmosfery